/ Grudzień 9, 2017/ Blog, Inspiracje

Cześć wszystkim!

Dziś kilka słów o kuchni połączonej z salonem lub jak kto woli o salonie z aneksem kuchennym. Wychowałam się w domu, gdzie kuchnia i salon stanowiły dwa osobne pomieszczenia, dodatkowo były oddzielone długim korytarzem. Nikt z rodziny ani znajomych nie miał kuchnio-salonu, dlatego wchodząc w etap marzeń i planów o własnym domu czy mieszkaniu zawsze wyobrażałam sobie te dwa pomieszczenia jako dwa oddzielne. Dopiero w momencie przeglądania ofert deweloperów uświadomiłam sobie, że jestem o kilka, a może i kilkanaście lat do tyłu za modą, bo zdecydowana większość ofert stanowiły mieszkania z kuchnią otwartą na salon. A może to nie moda? Może po prostu ludzie zamykają się w coraz mniejszych kiltkach i dlatego próbują powiększyć optycznie swoją przestrzeń życia łącząc dwa najbardziej oblegane w ciągu dnia pomieszczenia w jedno duże? Te dywagacje zostawiam architektom lub filozofom, albo jednym i drugim ;).

Kilka miesięcy oglądania projektów w internecie i moje myślenie o kuchni i salonie dogoniło panujące trendy, tak że już teraz nie wyobrażam sobie wybrać mieszkania z tymi dwoma pomieszczeniami oddzielnie. Tzn. wyobrażam sobie, ale mając wybór: razem czy osobno, zdecydowanie wybrałabym razem. To rozwiązanie ma swoje zalety i wady, a przeczytacie o nich poniżej.

ZALETY

Gospodarze razem z gośćmi – otwarta przestrzeń pozwala, aby gospodyni czy gospodarz domu był obecny w trakcie spotkań, przyjęć domowych z gośćmi, jednocześnie pilnując potrawy, którą zaraz im zaserwuje. Konieczność ciągłego przepraszania, przerywania rozmowy i wstawania od stołu, aby iść sprawdzić czy coś się nie przypala jest dość uciążliwa, przyznajcie. Poza tym połączenie kuchni z salonem daje możliwość organizacji luźnych spotkań z przyjaciółmi, tzw. standing party np. przy wyspie kuchennej.

Oko na stół – gospodarze mają oko z kuchni na stół, widzą komu brakuje widelca, a komu czystej szklanki, czy należy dolać wody do dzbanka lub dokroić ciasta na paterę. Pamiętam, że jako dziecko to ja byłam wysłannikiem mamy z kuchni, żeby zapytać ile kaw, ile herbat lub czy każdy ma potrzebne sztućce. Dla wstydliwej kilku/kilkunastolatki było to czasem krępujące pytać daleką ciocię czy ma czysty talerzyk ;).

Oglądanie tv – przyznajcie się, że nikt z Was nie lubi smażyć dużej ilości np. naleśników lub placków ziemniaczanych, wolniutko, aby się nie przypaliły, jeden po drugim, dla kilku osób, z ciasta które wypełnia pełną miskę ;). Mi po piątym placku już się trochę nudzi i z chęcią posłuchałabym chociaż co gadają w TV. A nuż Magda Gessler będzie podawała swoje cenne rady ;). Nie wiem jak u Was, ale u mnie w domu nie mamy TV w kuchni, a takie połączenie salonu z kuchnią umożliwiłoby zabicie czasu przy patelni. No i jest też taka możliwość, że robimy obiad, a akurat leci nasza ulubiona opera mydlana, i co wtedy? 🙂

Większa przestrzeń, więcej możliwości – jak w tytule: mając więcej miejsca do wykorzystania, możemy bardziej popisać się inwencją. Taka nieograniczona przestrzeń daje nam możliwość zmian umeblowania, przesuwania niektórych sprzętów w zależności od aktualnych potrzeb. Co robimy kiedy po jedzeniu impreza domowa przeradza się w mały dancing, a kuchnia nie jest już nam tak bardzo potrzebna? Przesuwamy stół w stronę kuchni, a parkiet w salonie nam się powiększa! Magia? Nie, to tylko kuchnio-salon. 🙂

Wystarczy 1 stół – jeden stół w kuchni na szybkie i mniej wystawne posiłki jak np. śniadanie w pojedynkę, a drugi stół większy na wystawne rodzinne kolacje w jadalni lub salonie? Znany schemat prawda? Dwa stoły w domu (a do nich krzesła) to dodatkowy koszt, ale też dodatkowe miejsce. Owszem jest to praktyczne rozwiązanie, ale równie praktyczne jest mieć jeden stół do wszystkiego w strefie „przejścia” między kuchnią a salonem. Takie rozwiązanie stwarza nam naturalny ciąg kuchnia-jadalnia-salon.

Można puścić wodze fantazji – co robimy ze strefą przejścia między salonem a kuchnią? Stawiamy wyspę, barek z hokerami, stół jadalniany, a może jakąś ciekawą, nowoczesną półkę na książki na tzw. przestrzał? Jest dużo możliwości i tylko od nas zależy jak wykorzystamy przestrzeń! Ja najprawdopodobniej postawię na wyspę, zawsze o niej marzyłam. Nie wiem jeszcze tylko, czy będzie to wyspa o jednakowej wysokości na całej powierzchni, czy może od strony kuchni o wysokości blatu kuchennego, a od strony salonu wyższa, pełniąca funkcję baru?

WADY

Zapachy i hałas – nie da się ukryć, że kuchnia to miejsce, gdzie dzieją się najróżniejsze zjawiska od tłuczenia przez smażenie, aż po rozlewanie i chlapanie.  Woń świeżej, jeszcze ciepłej drożdżówki jest zapachem wręcz wskazanym w całym mieszkaniu, gorzej jeśli jest to zapach smażonej ryby, albo jeszcze gorzej spalonej ryby ;). Nie będziemy się czarować, zapachy zawsze dostaną się do salonu, choćbyśmy mieli najlepszy z okapów.

Obowiązek porządku – otwarta kuchnia wymusza na nas utrzymywanie w niej względnego porządku. Goście zasiadający przy stole pewnie nie raz rzucą ukradkiem okiem w stronę naszego kuchennego blatu. Nie wiem jak Wam, ale mi byłoby trochę wstyd gdyby panował tam kompletny chaos i nie porządek (nie chciałabym użyć słowa burdel ;)). Fajnie byłoby, aby cała tzw. drobnica czyli małe sprzęty AGD, takie jak blender, mikser, opiekacz do kanapek itp. miały swoje miejsce i nie był to blat, lecz szafki. Takie nagromadzenie drobnicy na blacie potęguje właśnie wrażenie bałaganu, o pełnym brudnych naczyń zlewie nie wspominając.

Nie ma tajemnic – no przyznać się gospodynie czy nigdy nie zdarzyło Wam się oblizać paluszka, a potem nakładać nim dalej jedzenie na talerze ;). Mając otwartą przestrzeń musimy mieć świadomość, że mamy widownię i jesteśmy cały czas na celowniku. Tu nam chlapnie, tu nam spadnie, a tu pod nosem coś powiemy… Dodatkowo czujemy wzrok cioci Zdzisi na swoich rękach podczas krojenia ciasta. Albo kiedy wyjmujemy wędlinę z lodówki i wujek Władek „dyskretnie” zagląda czy tam czasem jakiś procencik się nie chłodzi. 😉 Ostatni punkt z przymrużeniem oka, ale ja na przykład nie lubię jak mi się patrzy na ręce i dlatego ten aspekt dodałam do wad.

A Wy? Co sądzicie o otwartej przestrzeni i połączeniu kuchni z salonem? Macie może doświadczenie w tej kwestii i chcecie się podzielić jakimiś wskazówkami? Piszcie śmiało 🙂

Zdjęcia: pixabay.pl, zszywka.pl

Spodobał Ci się post?

2 Comments

  1. Wcześniej miałam kuchnię zamkniętą i to bardzo małą, gdzie dwie osoby to tłok więc o pomoc np w obieraniu ziemniaków raczej nie prosiłam i wszystko robiłam sama. W otwartej kuchni zawsze ktoś chętny do pomocy się załapie bo przecież wszystko jest pod ręką. Od niedawna bo od trzech tygodni mam wymarzoną kuchnię otwartą na salon i jestem bardzo zadowolona ( kilka imprez już zaliczonych). Proszę się nie martwić, że aneks jest za mały- mój jest jeszcze mniejszy bo ma 21m2 i jest mega wygodnie mimo że wyspy która by się przydała nie mam. Pozdrawiam i trzymam kciuki za szybki odbiór kluczy.

    1. Pani Iwono,
      Bardzo dziękujemy za komentarz i nowe spojrzenie.
      O fakcie pomagania nie pomyślałam wcześniej, ale faktycznie coś w tym jest. Jeśli gospodyni jest „na widoku” to goście (ale też domownicy) chętniej garną się do pomocy, kolejny plus!
      A na klucze czekamy z niecierpliwością, ale jeszcze kilka spraw papierkowych. Oby do wiosny!
      Proszę dać znać czy sama Pani planowała swoją kuchnię czy może korzystała Pani z pomocy projektantów, doradców?
      Pozdrawiamy z uśmiechem 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*