/ Listopad 4, 2017/ Nasze mieszkanie, Początek poszukiwań

Witajcie Kochani!

Po tej całej przeprawie kredytowo – finansowej (dla nas to jeszcze nie koniec – właściwie początek, ale na blogu, póki co, zostawiamy te tematy), spieszymy do Was z wpisem mniej oficjalnym i znacznie przyjemniejszym w odbiorze! To będzie przełomowy wpis, ponieważ zrobiliśmy krok milowy w naszej drodze na swoje! Pewnie już domyślacie się o co chodzi, ale dla formalności napiszę to: znaleźliśmy mieszkanie! Tzn. mieszkanie, które najprawdopodobniej będzie nasze niedługo, bo już za kilka miesięcy.

Jak wyglądały poszukiwania?

Przeglądanie ofert mieszkaniowych rozpoczęliśmy na stronie www.rynekpierwotny.pl. Wpisaliśmy kryteria, które nas interesowały i naszym oczom ukazało się kilkadziesiąt ofert. Po przejrzeniu zdecydowanej większości, przesianiu ofert (tych, które wydawały się na pierwszy rzut oka fajne, a już na drugi rzut oka mniej), umówiliśmy się na kilka spotkań z przedstawicielami deweloperów. Porozmawialiśmy z handlowcami, przedstawili nam mieszkania, a także inne koszty np. garażu podziemnego/naziemnego czy komórki lokatorskiej. Z każdej „wizji lokalnej’ wracaliśmy z jakimś takim „niedosytem”. Szukaliśmy i w mieście, w którym teraz mieszkamy, jak i w mniejszych miejscowościach, przylegających do miasta. Wszystko, co zobaczyliśmy może i nie było złe, było wystarczające. No właśnie – wystarczające.  Nie było tego efektu WOW, żadne z nich nie miało tego CZEGOŚ. Ponadto później, chyba podświadomie, szukaliśmy wad obejrzanych lokalizacji, aby móc bez wyrzutów sumienia skreślić je z naszej listy ;). Odległość od pracy, opinie w Internecie, dodatkowe koszty, nasłonecznienie, a nawet podejście handlowców były obciążnikami, które przechyliły szalkę na stronę „NIE”.

Gdzie znalazłam najciekawszą ofertę?

Po wcześniejszych objazdach i po tym co zobaczyliśmy u kilku dużych deweloperów miałam jakiś mniejszy zapał do poszukiwań. Od niechcenia odpaliłam www.OLX.pl i tam wpisałam te same kryteria, które wcześniej wklepywałam na rynekpierwotny.pl. 80% ogłoszeń, które wyskoczyły były ofertami firmy, której mieszkanie mieliśmy okazje już oglądać. Wśród nich zaplatało się kilka mniej „krzyczących” ogłoszeń, które także obejrzałam. Między innymi było tam to, które do nas przemówiło.

Pierwsze co zawsze robię, to odpalam rzut mieszkania. Rozkład fajny, metraż bardzo interesujący (choć wcześniej w ogóle do takiego nie aspirowaliśmy), cena – uwzględniając metraż – bardzo, bardzo kusząca. Myślę więc sobie gdzie tkwi haczyk? Wysłałam ofertę przez Messengera do męża, który stwierdził, że pewnie ściema z lokalizacją. „Napisz do babki na jakiej są ulicy” – jednak dał im szansę mimo podejrzeń. Pani odpisała mi w niespełna godzinę, nazwy ulic na jakich powstaje inwestycja, jak dojechać i że w razie ochoty można dzwonić, przyjechać, oglądać 7 dni w tygodniu. Jeszcze tego samego dnia byliśmy na budowie!

Jedziemy na rekonesans

Po obiedzie pojechaliśmy jedynie „zobaczyć okolicę, bo może to jakaś dziura zabita dechami”. Zanim dojechaliśmy przeskanowaliśmy okoliczne osiedle: ładne domki jednorodzinne, kilka szeregowców, raczej cisza i spokój. Droga pozostawia trochę do życzenia, ale to pewnie przez maszyny ciężkie dojeżdżające do budowy. „Jesteśmy na miejscu – i co? Wracamy? W sumie babka miała napisane w ofercie, że można dzwonić, weź zadzwoń…jak już jesteśmy?” 😀 Dodam, że była niedziela, późnym popołudniem, na dworze robiło się już szaro. Do dziś mam lekkie wyrzuty sumienia, że ściągnęliśmy panią na oględziny, ale z drugiej strony nie żałuję ;). Pani pojawiła się w 5 minut pod blokiem, zabrała od majstrów klucze i pokazała nam 2 mieszkania, mniejsze na parterze oraz większe na I piętrze.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Oględziny mieszkań odbyły się w niecodziennych okolicznościach, całkiem pasujących do zbliżających się wtedy listopadowych świąt – przeciągi od pouchylanych okien (żeby tynki wysychały), do tego ciemno, więc chodziliśmy po mieszkaniach z 3 latarkami. Co prawda, na dworze nie było całkiem ciemno, ale w zamkniętym pomieszczeniu bez latarek nie dalibyśmy rady zobaczyć zbyt wiele :D. Przesympatyczna pani Ania oprowadziła nas po mieszkaniach, precyzyjnie i profesjonalnie opowiedziała o każdym kącie i o każdej ścianie. „Jakby coś to dzwońcie – jestem dostępna w każdej chwili, mieszkam niedaleko” tymi słowami zakończyła się nasza pierwsza randka w ciemno z tym mieszkaniem. W drodze do domu ja już czułam, że to jest TO. Zapytałam męża krótkim „hot or not”? Kiedy usłyszałam, że „no raczej hot” to zrobiło mi się tak delikatnie, tyci tyci, cieplutko.

Tego samego wieczora obdzwoniliśmy rodziców, wysłaliśmy linki do oferty, powiedzieliśmy co i jak. A wieczorem w łóżku,  jeszcze bez podjęcia jakiejkolwiek ostatecznej decyzji zastanawialiśmy się jak ustawimy łóżko w „naszym” mieszkaniu, głową czy bokiem do okna?

10 minut grozy

Zaraz po święcie 1 listopada chciałam rano zadzwonić do pani Ani, żeby „zaklepać” mieszkanie i umówić się na oględziny w dzień oraz rozmowy dotyczące m.in. finansów, terminów itd. Co prawda miałam wielką chęć dzwonić już we Wszystkich Świętych, ale jednak nie, tamto niedzielne zawracanie kobiecie gitary, to było już dużo jak na naszą przyzwoitość. Nawet nie wiecie jak się zestresowałam kiedy 2 listopada przed godziną 10 pani Ania miała długo zajęty telefon, a do tego mąż zauważył, że ogłoszenie na OLX wygasło! Czemu ona nie odbiera! Na pewno właśnie sprzedaje NASZE mieszkanie! Całe szczęście za czwartym razem odebrała telefon i jak się okazało, jeszcze go nie sprzedała. Radość!  Kolejnego dnia, czyli wczoraj byliśmy już na spotkaniu z p. Anią oraz inwestorami, którzy jeszcze raz oprowadzili nas po włościach 😉 i utwierdzili w naszej  (jeszcze) niepodjętej decyzji.

P.S. W świetle dziennym wszystko wygląda równie fajnie, zauważyłam nawet jedno okno, które wcześniej w ciemności przegapiłam.

W kolejnym wpisie opiszę Wam to miejsce, jak wygląda, ile ma metrów i co nas w nim ujęło. Wygląda na to, że nasze marzenia nabrały wymiernych kształtów i zaczyna się ten fajniejszy etap: planowanie na konkretach! Aby nie przegapić wpisu, subskrybujcie bloga i/lub polubcie stronę na fb!

Cześć!

Pp.S. Jako część naszego małżeństwa, posiadająca większe poczucie estetyki (wybacz mężu, ale taka jest prawda ;)) zabieram się za intensywne przeglądanie katalogów wnętrzarskich. Na pierwszy ogień idą:

M jak Mieszkanie  

Cztery kąty

Dom&Wnętrze

Polecicie nam coś jeszcze?

E-booki

polecane
niedostępny
  • Autor: praca zbiorowa 
  • Ilość stron: 124 
  • Rok wydania: 2017 
polecane
niedostępny
  • Autor: praca zbiorowa 
  • Ilość stron: 124 
  • Rok wydania: 2017 
polecane
niedostępny
  • Autor: praca zbiorowa 
  • Ilość stron: 180 
  • Rok wydania: 2017 
polecane
niedostępny
  • Autor: praca zbiorowa 
  • Ilość stron: 180 
  • Rok wydania: 2017 
Spodobał Ci się post?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*